Galeria

więcej

Politechnika po wojnie

Po okrutnej wojnie potrzebowaliśmy nadziei i wiary, że marzenia możemy zrealizować. Szanse na to dawały studia na Politechnice Wrocławskiej.

„Wrocław pierwszych miesięcy pionierskich podobny był do lasu, w którym łatwo było dostać kulą zza węgła, jak i nożem w plecy. Sypialiśmy z karabinem przy łóżku. Dr Knott, dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej, zaczesuje do dziś dnia starannie przedział na głowie, wyrysowany kulą wystrzeloną doń w biały dzień z ruiny w śródmieściu. Szofer mój przepadł jednego wieczoru jak kamień w wodzie. Odnaleźliśmy go po tygodniu w szpitalu, przebitego nożem, skąd dał znać odzyskawszy przytomność. Niejeden pionier wracał z zmroku do domu bez marynarki”. Tak wspominał pierwsze miesiące w powojennym Wrocławiu profesor Stanisław Kulczyński, były rektor lwowskiego uniwersytetu.

Właśnie ze Lwowa wyszły plany stworzenia ośrodka akademickiego we Wrocławiu. W czasie wojny Politechnika Lwowska stała się Lwowskim Instytutem Politechnicznym, sowiecką uczelnią, z którą w końcu 1944 roku polska profesura nie chciała już współpracować. Pozostało na niej jedynie sześciu polskich uczonych, reszta podjęła decyzję o wyjeździe. Wczesną wiosną 1945 rozważano przeniesienie całego ośrodka akademickiego z sowieckiego Lwowa do któregoś z polskich miast. W grę wchodziły Toruń, dokąd przyjechało wielu profesorów z Wilna, Katowice czy Gdańsk. Nikt wówczas nie myślał o Wrocławiu, gdzie wciąż toczyły się walki. W tym czasie, w oswobodzonej spod okupacji niemieckiej Polsce kończono przygotowania do inauguracji pierwszego po wojnie roku akademickiego.

historia1

„Oczy zwracały się na zachód. Uwagę kolegów przykuwał Wrocław, stare miasto uniwersyteckie, otwierające perspektywy na materialną bazę zarówno dla uniwersytetu, jak i politechniki. Wrocław miał jednakże pozostać jeszcze przez długie miesiące w rękach hitlerowskich. Rosły z każdym dniem obawy, że będzie on oddany w ręce zwycięskiej Armii Radzieckiej w stanie podobnym jak Warszawa. Rozważano więc także projekty umieszczenia się w Toruniu lub Gdańsku. […] Rozpoczęła się rywalizacja projektów. W konkurencji tej Wrocław, czekający niemal do połowy maja na wydarcie z rąk hitlerowskich, był ciągle na ostatnim miejscu” – pisał profesor Kulczyński, wspominając początek 1945 roku.

Plany przeniesienia środowiska akademickiego in gremio ze Lwowa do innego miasta nie powiodły się. Władze obawiały się, że tak skonsolidowane i konserwatywne środowisko będzie oporne na nową ideologię. Nie zgodziły się na przeniesienie go w całości. Wolały, żeby profesura rozproszyła się na kilku uczelniach i tak też się stało – mówi historyk dr Marek Burak, dyrektor Muzeum Politechniki Wrocławskiej.

W pierwszych latach powojennej Polski działało sześć uczelni technicznych, dwukrotnie więcej niż przed wojną. Na początku 1945 roku wznowiły działalność Politechnika Warszawska i Akademia Górnicza w Krakowie. W końcu maja ruszyła Politechnika Łódzka, Politechnika Śląska w Krakowie i Politechnika Gdańska, zbudowana na bazie poniemieckiej uczelni.

Wrocławski ośrodek był ostatni na liście, ale miał dwa atuty – materialny i propagandowy. Po Technische Hochschule pozostało znakomite zaplecze, zachowana aparatura, w porównaniu z innymi miastami dobrze wyposażone laboratoria i uczelniane budynki w niezłym stanie. No i Wrocław doskonale wpisywał się w hasła powrotu do Macierzy.

Nie wiadomo było tylko, kto obejmie katedry. Wojenne straty w polskim środowisku akademickim były bardzo duże, ubyło 30 procent nauczycieli akademickich. Na samej Politechnice Lwowskiej w czasie okupacji sowieckiej i niemieckiej zginęło 54 proc. wykładowców.

Pierwsze grupy lwowian dotarły do Krakowa na początku czerwca 1945 roku. Był najbliżej, nie był zniszczony podczas wojny i został wyzwolony już w styczniu. Wielu z nich pozostało na Politechnice Śląskiej, działającej wówczas w Krakowie. Reszta rozproszyła się po całym kraju. Lwowiacy wcale nie byli skorzy do przyjazdu do Wrocławia. Cenili sobie stabilizację, a tutaj nic nie było pewne.

historia8

Trzy dni po kapitulacji miasta do Wrocławia przyjechał jako delegat Ministerstwa Oświaty profesor Kulczyński, botanik, były rektor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Stanął na czele Grupy Naukowo-Kulturalnej, gdzie wśród 26 osób był tylko jeden lwowski politechnik, chemik dr Henryk Kuczyński.

Dołączyli do nich pracownicy przedwojennych uczelni, którzy byli we Wrocławiu na robotach przymusowych, m.in. inżynier Dionizy Smoleński z Politechniki Warszawskiej, późniejszy rektor PWr.

Budynki i wyposażenie poniemieckiej Wyższej Szkoły Technicznej były w dobrym stanie, zwłaszcza w porównaniu z resztą zrujnowanego miasta. Z raportu z maja 1945: „rozrzucona przez podmuch dachówka, szyby bez wyjątku wybite, kotłownia uderzona bombą, meble w dużej ilości, na oddziale chemicznym duże zasoby w chemikaliach i przyrządach, duże maszyny na oddziale metalurgicznym stoją, laboratoria oddziału górniczego i wspaniałe hale działu maszynoznawstwa w dobrym stanie.” Gorzej było na oddziale budowy kolei („precyzyjne aparaty kreślarskie wywiezione”), fizyki („całkowicie wyrabowany”), na lotniczym („prawie nie ma nic”), mineralogicznym („brak niemal wszystkiego”).

Poniemiecki doskonały sprzęt naukowy stał się łakomym kąskiem dla wyspecjalizowanych sowieckich oddziałów. W maju ’45 jeden z nich otrzymał rozkaz zajęcia obiektów Technische Hochschule, zamkniętej i ewakuowanej w styczniu. Niemcom udało się wywieźć wyniki prac badawczych, zbiory biblioteczne (trafiły do kościoła w Oleśnicy), część sprzętu, m.in. cenne mikroskopy Zeissa. To, co pozostało sowiecki Zarząd Majątku Zdobycznego (Trofiejnoje Uprawljenije) pakował do skrzyń, które miały pojechać w głąb ZSRR. Do wywozu był już spakowany także Śląski Instytut Badania Węgla i uniwersyteckie obserwatorium astronomiczne. W czerwcu Ministerstwo Oświaty przysłało do Wrocławia telegram: „Wywóz inwentarza uczelni wstrzymany skutkiem interwencji ambasadora Lebiediewa. Uczelnie zostają przekazane władzom polskim. Zabezpieczyć majątek natychmiast”.

Wróć
Smiley face

Patroni

mnisw
umwd
duw
um