Galeria

więcej

Politechnika po wojnie

Po tej interwencji w lipcu ’45 Polacy przejęli większość politechnicznych budynków. Zaraz potem pojawiło się tam dwunastu młodych ludzi, którzy usłyszeli: „Będę od was wymagał pracy 24 godziny na dobę. W zamian za to nie dostaniecie nic, prócz pomieszczenia na chwilowe zamieszkanie.”

Takimi słowami inżynier Dionizy Smoleński, zarządzający remontem uczelni przywitał ochotników, którzy w sierpniu stworzyli Straż Akademicką Politechniki. Początkowo był to tuzin, a potem 22-osobowy oddział, który pomagał przy porządkowaniu i ochronie. Kandydaci na studia wyposażeni w broń i ostrą amunicję pełnili służbę wartowniczą i patrolowali teren uczelni. Nadzorowali prace porządkowe i wywóz materiałów wybuchowych (w piwnicach gmachu głównego odkryto olbrzymi skład), a w splądrowanym mieście szukali szyb i jakichkolwiek materiałów budowlanych. – Nieraz zdobywali je z narażeniem życia z miejsc jeszcze nierozminowanych – mówi Marek Burak.

historia7

W grupie porządkującej uczelnię byli także dawni pracownicy Technische Hochschule, m.in. stolarze i ślusarze oraz inni Niemcy, okresowo nawet trzysta osób. Pracowali za racje żywnościowe i niewielkie pieniądze.

Z zaopatrzeniem było niełatwo, co 31 sierpnia 1945 roku doprowadziło do strajku Niemców zatrudnionych przy porządkowaniu. Przerwę w pracy udało się opanować dzięki obietnicy dostarczenia strajkującym mąki, a w ciągu następnych dni – uregulowania w gotówce zaległych należności – opowiada dr Burak.

We wrześniu ’45 w „Gazecie Dolno-Śląskiej” ukazał się optymistyczny wywiad z profesorem Kulczyńskim: „Politechnika Wrocławska została obsadzona przez nas w stanie nienaruszonym. Jedynie z wydziału budownictwa i z działów lotniczego i łączności Niemcy wywieźli precyzyjne aparaty poza Wrocław. Tym niemniej uczelnia wyposażona jest doskonale, a jest około cztery razy większa od Politechniki Lwowskiej. Wobec zniszczeń, jakie dotknęły politechnikę warszawską i gdańską, będzie to właściwie jedyna wielka politechnika w Polsce, zanim nie nastąpi odbudowa tamtych. (…) Potrzebujemy środków transportu i pieniędzy. Samochodów do zwiezienia majątku uniwersyteckiego i politechnicznego spoza Wrocławia i pieniędzy, aby ukończyć jak najszybciej potrzebne remonty. Dzielnych i pracowitych ludzi mamy dość. Oni to sprawili, że za trzy miesiące obie nasze uczelnie otworzą swoje podwoje łaknącej nauki młodzieży akademickiej”.

Tak się stało: w listopadzie rozpoczęły się regularne zajęcia, budynki były już uporządkowane i zabezpieczone przed szabrownikami, działała administracja, przyjęto stróżów nocnych. W połowie grudnia Straż Akademicka przestała istnieć. Na balu pożegnalnym, z patefonem i tańcami, profesor Kazimierz Idaszewski wzniósł toast: „Jaka Polska jest to jest i niech żyje!”.

W tym samym czasie, gdy ochotnicy wywozili z uczelnianych budynków materiały wybuchowe, gdy szklono okna i kryto dachy, decydenci obmyślali kształt nowego ośrodka akademickiego.

Już w maju ’45 Stanisław Kulczyński, szef Delegatury Ministerstwa Oświaty we Wrocławiu pisał, że myśli o jednolitej uczelni, z wydziałami uniwersyteckimi i politechnicznymi, z jednym rektorem i dwoma prorektorami.

Było kilka powodów takiej fuzji. We Wrocławiu brakowało kadry akademickiej, a do funkcjonowania rad wydziałowych potrzebna była określona liczba profesorów. Problem stanowiło także zaplecze materialne: budynki politechniczne były w dobrym stanie, podczas gdy część uniwersyteckich uległa zniszczeniu. Zwłaszcza te, w których mieściły się katedry nauk ścisłych. Jednym słowem, politechnika miała więcej budynków, a uniwersytet więcej kadry. Lepiej było połączyć siły – opowiada historyk.

historia4

Latem do Wrocławia przyjechała z wizytacją grupa profesorów z Krakowa. Jeden z nich, profesor Kazimierz Idaszewski, wówczas dziekan Wydziału Elektrycznego Politechniki Śląskiej w Krakowie, a przed wojną profesor Politechniki Lwowskiej tak wspominał to spotkanie: „W lipcu 1945 zwiedzałem we Wrocławiu Instytut Elektryczny Politechniki i stwierdziłem, że jest to w tej chwili najlepiej urządzone i wyposażone laboratorium. Uczestnicy wycieczki uchwalili większością głosów reaktywowanie Politechniki. Nieliczni tylko przeciwstawili się temu, proponując przydzielenie urządzeń i przyrządów politechnikom Warszawy, Gliwic i Krakowa. Zaprotestowałem stanowczo, wskazując na nierealność przeprowadzenia demontażu i transportu, które spowodowałyby ogromne zniszczenie sprzętu.”

24 sierpnia Krajowa Rada Narodowa wydała dekret o przekształceniu Uniwersytetu Wrocławskiego i Politechniki Wrocławskiej w polskie państwowe szkoły akademickie.

Wywodzący się ze Lwowa nauczyciele akademiccy obiecali pomoc w organizacji uczelni. Desant lwowski zaczął się jesienią’45. W końcu września do Wrocławia przyjechał z rodziną profesor Edward Sucharda, który wcześniej zgodził się pokierować politechniką. W latach 1945-47 z wrocławską uczelnią związało się 58. nauczycieli akademickich wywodzących się ze Lwowa, w tym profesorowie tamtejszej politechniki: Jan Bogucki, Kazimierz Idaszewski, Stanisław Ochęduszko, Edwin Płażek, Edward Sucharda i Kazimierz Zipser oraz Włodzimierz Trzebiatowski i Czesław Kanafojski.

Jesienią ‚45 w stolicy Dolnego Śląska rozpoczęła działalność jedna uczelnia o nazwie Uniwersytet i Politechnika we Wrocławiu – ze wspólnym rektorem, profesorem Kulczyńskim, wspólnym senatem, budżetem i administracją. Prorektorem politechniki został profesor Edward Sucharda. Taki mariaż nie wszystkim się podobał. Część lwowiaków zrezygnowała z przyjazdu, byli też tacy, którzy uciekali po kilku dniach spędzonych we Wrocławiu. Odstraszało zniszczone miasto i właśnie to, że politechnika nie miała być autonomiczną uczelnią, lecz jedynie częścią konglomeratu.

Wróć
Smiley face

Patroni

mnisw
umwd
duw
um