Galeria

więcej

Narodziny demokracji

Dla studentów końca lat 70-tych oraz 80-tych Politechnika Wrocławska była miejscem, gdzie kłębiły się różne nurty ideowe. Gdzie rodziła się wolność.

Po podpisaniu Porozumień Sierpniowych w 1980 roku na polskich uczelniach przystąpiono do budowy struktur niezależnego ruchu studenckiego. Powstające Niezależne Zrzeszenie Studentów (NZS) było dla studentów odpowiednikiem „Solidarności” w zakładach pracy. Tworzyli je ludzie w większości działający już w Studenckim Komitecie Solidarności (powstał po śmierci działacza opozycyjnego, studenta UJ, Stanisława Pyjasa w 1977 roku). We wrześniu 1980 roku studenci rozpoczęli budowę struktur zrzeszenia na Politechnice.

- Rektor Porębski nie walczył z NZS-em – wspomina Sławomir Najnigier. – U niego wszystko załatwiało się drogą oficjalną. Dał nam pomieszczenie i nawet sekretarkę. I tak byliśmy chyba jedyną organizacją NZS w Polsce, która z podziemia od razu trafiła na salony – śmieje się. Sławomir Najnigier, student Wydziału Podstawowych Problemów Techniki, który pod koniec lat 70-tych organizował struktury SKS, był współtwórcą NZS Politechniki Wrocławskiej. W środek zbuntowanej młodzieży akademickiej, głównie polonistów i fizyków, wprowadził go student UW Jan Sobczyk, wnuk profesora Edwarda Suchardy, rektora Politechniki Lwowskiej, a od września 1945 roku organizatora Politechniki Wrocławskiej.

NZS1

NZS aktywnie zaangażowało się w obronę więźniów politycznych, których zwolnienie gwarantował czwarty postulat Porozumienia Gdańskiego podpisanego 31 sierpnia 1980 roku. Wbrew niemu w aresztach przetrzymywano między innymi przywódców KPN. 25 maja 1981 roku w całej Polsce, również we Wrocławiu zorganizowano marsze protestacyjne – pod hasłem Uwolnić więźniów politycznych.

13 listopada 1980 roku sąd odrzucił jednak wniosek o rejestrację Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Na uczelniach rozpoczęły się akcje protestacyjne. Na Uniwersytecie Łódzkim 6 stycznia 1981 roku zorganizowano „solidarne czekanie”, a potem strajk okupacyjny. Studenci żądali, oprócz rejestracji NZS-u, zniesienia przymusu nauczania języka rosyjskiego, prawa do swobodnego wyjazdu za granicę, skrócenia służby wojskowej dla studentów, wprowadzenia niezależności uczelni w sprawach naukowych i dydaktycznych oraz uwolnienia więźniów politycznych.

Strajk rozprzestrzeniał się na inne uczelnie w kraju, dołączyli do niego również studenci Politechniki Wrocławskiej. 17 lutego na Politechnice strajkowało około 1100 studentów, ale już następnego dnia ponad 2200.W końcu władze PRL skapitulowały – podpisały Porozumienia Łódzkie i zgodziły się na rejestrację NZS-u.

- Gdyby nie Porozumienia Łódzkie to życie akademickie pozostało by takie, jak było w PRL-u. Dotychczasowe mechanizmy były anachroniczne, a świat wokół nas się zmieniał. Przecież „Solidarność” dążyła do zmian, a my mieliśmy pozostać w kokonie socjalistycznego systemu szkolnictwa? – mówi Bernard Afeltowicz, jeden z liderów studenckiego komitetu strajkowego na Politechnice Wrocławskiej w czasie łódzkich protestów.

Afeltowicz podkreśla, że to przypadek sprawił, że on student I roku architektury, znalazł się wśród ludzi działających w opozycji.
Był wiec, pamiętam, że pojawił się spór, czy strajk ma być jednodniowy czy okupacyjny, wywiązała się dyskusja, zabrałem głos i ktoś krzyknął: „wybrać go, mądrze gada!” I tak to się zaczęła działalność w komitecie strajkowym – śmieje się. – Potem poszło jak burza. Zaczęło się coś, co mogło mieć sens, gdyby tylko władza realizowała proces demokratyzacji i nie zniszczyła wszystkiego wprowadzeniem stanu wojennego.

NZS2

Grudzień 1981. Aula Politechniki Wrocławskiej. Na mównicy jeden z liderów NSZ – Bernard Afeltowicz.

Dzięki Porozumieniom Łódzkim uczelnie zyskały autonomię, a studenci niezależną organizację. Dopuszczono ich (oraz młodszych pracowników naukowych) do współdecydowania na uczelniach – poprzez parytet w Senacie. Bernarda Afeltowicza wybrano na członka Senatu z ramienia studentów Wydziału Architektury.

- Zaczęliśmy mieć wpływ na proces nauczania – opowiada. – W tamtych czasach studenci wyrywali się na zachód. A jak nie wracali na rozpoczęcie roku akademickiego, to groziło im wydalenie ze studiów. I nie można było oficjalnie w podaniu o dziekankę napisać „jadę poznawać świat”. Ludzie więc kłamali, tworzyli fałszywe historie choroby, uśmiercali pół rodziny. Przeforsowaliśmy więc w regulaminie Politechniki zapis, że chęć odbycia stażu na zachodzie, jest wystarczającym powodem do uzyskania urlopu dziekańskiego.

Afeltowicz wylicza dalej: – Zajmowaliśmy się rzeczami praktycznymi. Pojawiła się możliwość wyboru przedmiotu, indywidualnego toku studiów, wywalczyliśmy nieobowiązkowość wykładów [obowiązkowość wykładów wprowadzono podczas kadencji rektora Porębskiego – red.]

Co różniło NZS od „Solidarności”? – Marginalne znaczenie miały dla nas postulaty socjalne. Ruch studencki to była raczej gigantyczna dyskusja światopoglądowa. Nagle uwolniły się różne wizje świata, niezgodne ze „jedynie słusznie obowiązującą”. Byli wśród nas ludzie, którzy wynieśli z domu endeckie tradycje i koniecznie chcieli stawiać pomnik Dmowskiego, inni to piłsudczycy, jeszcze inni związani z Klubami Inteligencji Katolickiej i ruchem duszpasterstwa akademickiego, byli też wariaci, którzy otaczającą rzeczywistość wykorzystywali do tworzenia happeningów, nie brakowało nawiedzonych lewaków, którzy uważali, że komunizm to lek na całe zło, gdyby tylko ten socjalizm go nie popsuł… – tłumaczy Afeltowicz.

Wróć
Smiley face

Patroni

mnisw
umwd
duw
um