Galeria

więcej

Narodziny demokracji

Jego zdaniem nie można pominąć w opowieści o NZS aktywności strajkowej z okresu „kryzysu bydgoskiego” (marzec 1981 r.) i jesiennego strajku „radomskiego”. – To była i „walka z komuną” i szkoła poszukiwania kompromisu i porozumienia – te wartości, które później doprowadziły do Okrągłego Stołu i przemian w Polsce. A na krótszą metę te wydarzenia ukształtowały struktury i przygotowały ludzi, którzy potem odgrywali kluczowe role we wrocławskim podziemiu okresu stanu wojennego – podkreśla Afeltowicz.

NZS PWr to również walka z cenzurą i działalność drugoobiegowych wydawnictw (także książkowych). To właśnie ta aktywność przełamywała monopol władzy na myślenie o polityce, ekonomii, społeczeństwie. Wyrastało pokolenie ludzi rozumiejących, czym powinna być samorządność, demokracja i wolny rynek. Nieprzypadkowo już w wolnej Polsce tyle wybitnych osób przyznaje się do NZS-owskich korzeni.

Kiedy wybuchł stan wojenny studenci z NZS-u od razu pojawili się na uczelni. – Wieczorem w niedzielę 13 grudnia w D-1 i A-1 było już nas kilkuset i nie byłoby strajku na Politechnice, gdyby nie studenci – opowiada Bernard Afeltowicz. – Pracownicy w większości zaczęli pojawiać się w poniedziałek, przychodzili zobaczyć, co się dzieje i niektórzy zostawali. Ale to studenci stworzyli struktury organizacyjne strajku.

NZS3

Grudzień 1981. Aula Politechniki Wrocławskiej. Orzeł w koronie był formą demonstracji sprzeciwu wobec władzy. Orzeł zawisł za stołem prezydialnym.

- Pamiętam, jak opracowywaliśmy drogę ewakuacji na wypadek pacyfikacji. Budynki w kwartale wokół A-1 połączone są piwnicami. Razem z panem z administracji szliśmy tymi korytarzami i otwieraliśmy każde drzwi po kolei (były pozamykane na klucz) i rysowaliśmy strzałki kredą na ścianach. Okazało się, że nie mamy klucza od ostatnich drzwi, więc wróciliśmy do A-1. Kiedy wychodziliśmy z tego korytarza, właśnie zaczęła się pacyfikacja… Zomowcy weszli oknami od podwórza i chcieli nas wyrzucić z budynku, ale główne drzwi ograniczone kratą były zamknięte na klucz, a klucz gdzieś się zapodział. Ludzie napierali na te drzwi. To wtedy doszło do tych najbardziej dramatycznych zdarzeń – wspomina Afeltowicz.

Kilka godzin wcześniej Afeltowicz przedostał się do otoczonego przez milicję Pafawagu, gdzie schronili się członkowie RKS-u (Regionalny Komitet Strajkowy Solidarności) skąd przyniósł kilkanaście przepustek dla łączników komitetu strajkowego, parafowanych przez siebie i Władysława Frasyniuka.
Gdyby wpadły w ręce esbeków, mieliby jak na tacy nazwiska konspiratorów. – Pobiegłem do sali, gdzie zostawiłem zawinięte w śpiwór przepustki – opowiada. – Wpadam, a tam już trwa przeszukanie… Jakiś tajniak złapał mnie za ubranie (miałem na sobie taki narciarski bezrękawnik), od wewnętrznej strony przypiętą wielką czerwoną gwiazdę z Leninem (została po jakimś happeningu). I on tak patrzy na tę gwiazdę: - „O… Lenin, no dobrze”. I mnie puścił. „Co ty tu robisz?”– pyta. „Przyszedłem tylko swoje rzeczy zabrać” – odparłem. „To zabieraj i spier… !” – wrzasnął. Zrolowałem rzeczy razem z tymi dokumentami i uciekłem.

Po wprowadzeniu stanu wojennego Niezależne Zrzeszenie Studentów, podobnie jak NSZZ „Solidarność”, zostało zdelegalizowane, a wielu jego działaczy aresztowanych. W jednym z procesów marca 1982 roku nie udało się działaczom NZS oraz „S” na Politechnice udowodnić do końca „winy”. Oskarżenie brzmiało: „W dniach 13-15. XII.1981 r. we Wrocławiu, Bernard Afeltowicz, jako wiceprzewodniczący Zarządu Uczelnianego NZS, Andrzej Wiszniewski, jako członek NSZZ „Solidarność” w Politechnice Wrocławskiej zaś Andrzej Olszewski, jako członek Prezydium Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w tej Politechnice- nie odstąpili od udziału w działalności tych związków, mimo zawieszenia ich na mocy prawa, lecz utworzyli z innymi osobami komitet strajkowy, w ramach którego kierowali strajkiem w Politechnice Wrocławskiej”.

Sąd miał problem, żeby nas skazać. Prokuratura i służba bezpieczeństwa popełniły błąd. Zarzut był o organizowanie i kierowanie, a dowody zebrano tylko na to, że byliśmy w składzie Komitetu Strajkowego. My broniąc się twierdziliśmy, że nic nie zorganizowaliśmy, bo jak przychodziliśmy na Politechnikę to strajk już trwał – relacjonuje Afeltowicz. – A komitet strajkowy? Cóż. Linia obrony była taka, że został powołany nie po to, by kierować strajkiem, tylko po to, by doprowadzić do jego pokojowego zakończenia.

NZS4

Bernard Afeltowicz

Profesor Tadeusz Zipser wygłosił w sądzie zdanie, które Bernard Afeltowicz wspomina z uśmiechem na twarzy: – Profesor zeznawał, że kiedy dowiedział się, że powstał komitet strajkowy to był bardzo zadowolony, ponieważ straż pożarna – jak powszechnie wiadomo – nie jest do rozpalania pożarów, ale do ich gaszenia. Więc – zdaniem rektora – komitet strajkowy nie miał rozniecać strajku, a ugasić. A w dodatku on przez wiele lat wspinał się w górach i był szefem komisji wypadków górskich, przez co nie należy rozumieć, że on te wypadki organizował, tylko że starał się im ze wszech miar przeciwdziałać.

Sąd mógł skazać organizatorów strajku gdyby znalazł się świadek, który zeznałby, iż otrzymywał jakieś polecenia od członków komitetu strajkowego. – Nikt nas nie obciążył – mówi Afeltowicz. – Zaimponowała mi solidarność ludzi Politechniki, niezależnie z jakiej opcji byli, jakie mieli poglądy, czy byli studentami czy pracownikami, trzymali się razem.
Wyrok w zawieszeniu pozwolił mu kontynuować studia.

Katarzyna Górowicz-Maćkiewicz (tekst pochodzi ze specjalnego wydania Pryzmatu, czasopisma Politechniki Wrocławskiej)

 

Wróć
Smiley face

Patroni

mnisw
umwd
duw
um